Trylogia część ostatnia
Kanwa ta, jak i w powieściach poprzednich, barwnie i bogato wyszyta obrazami życia żołnierskiego, walk orężnych, długich pochodów zbrojnych i śmiałych najazdów. Obok postaci znanych, jak Wołodyjowski, Zagłoba, Ketling, wprowadził autor na czoło obrazu dwie nowe: Basię, żonę tytułowego bohatera, która jest również małym rycerzem w spódnicy, rwie się do szabli, przyjmuje udział w bitwach z takim humorem, z jakim jej płeć rydze zbiera, oraz Azję, ambitnego i mściwego Tatara, który chce ją wydrzeć mężowi. O ile wszakże namiętność Bohuna do Heleny była wytłomaczoną, o tyle nagła, niczym nie usprawiedliwiona żądza Azji ku Basi wygląda na słabe naśladownictwo własnego pomysłu. P[an] Sienkiewicz, nakreśliwszy raz postać dzikiego kochanka, odbija go ciągle, zmieniając tylko ramy.
Nie będziemy tu powtarzali uwag, które wypowiedzieliśmy po ukazaniu się dwu pierwszych części Trylogii, a które potwierdziła ostatnia. W trzynastu tomach autor roztoczył wspaniały obraz albo raczej szereg obrazów życia obozowego i wojny, stworzył olbrzymią bajkę, która snuje się fantastycznie jak sen wyrazisty i którą z zachwytem opowiadaliby sobie żołnierze przy biwakach. W bajce tej nie ma prawdy, nie ma prawidłowości, w charakterach i wypadkach objawiają się ustawicznie cuda podobne do owych legend, gdzie grzebienie zamieniają się na lasy, a królewicze na orły, nie ma realnej ciągłości w rozwoju charakterów i zdarzeń, ale jest w niej to, co jedynie nadaje wartość dziełom sztuki, jest lwia siła — talent. Najznakomitsza np. z figur tej galerii, Zagłoba, przypomina konie ze skrzydłami, lwy z głowami kobiet, mężczyzn z kopytami kozłów, potwory mityczne, a ileż mistrzostwa w tym dziwolągu ulepionym z najrozmaitszych sprzeczności! Cały wątek bajki wije się około czarodziejskich szabli, ale ileż w nim szczerozłotych nici! Ani jednej karty tej trylogii nie można nazwać głębokim spojrzeniem w życie, ale wszystkie można przenieść pędzlem na płótno. P[an] Sienkiewicz nie bada, nie filozofuje, nie otwiera dusz ludzkich, tylko maluje łupiny życia, nie wyłuskując z nich ziaren. Po przeczytaniu jego utworów myśl czuje czczość, ale wyobraźnia — aż przesyt.
Losowy obrazek